WYWIAD Z AGNIESZKĄ KURZEJĄ-SOKÓŁ

Pani Agnieszka Kurzeja - Sokół – absolwentka Liceum Ekonomicznego w Zespole Szkół Ekonomicznych nr 1 w Krakowie a obecnie nauczycielka języka polskiego udzieliła wywiadu Katarzynie Staszewskiej i Natalii Socha przeprowadzonego w ramach Szkolnego Koła Kariery.

Polonistka mgr Agnieszka Kurzeja-SokółCzy kończąc szkołę podstawową miała Pani plany co do przyszłego zawodu?

Tak, od piątej klasy szkoły podstawowej chciałam być nauczycielką języka polskiego i byłam wierna temu marzeniu.

Dlaczego wybrała Pani naszą szkołę (szkołę ekonomiczną)?

Liceum Ekonomiczne, bo tak nazywała się szkoła, wybrałam ze względu na prestiż i renomę: wysoki poziom nauczania, dobre przygotowanie do egzaminu maturalnego oraz możliwość wykonywania konkretnego zawodu. Aby zostać uczniem naszej szkoły, trzeba było zdać egzamin wstępny i pokonać innych kandydatów – o 1 miejsce walczyło 5 uczniów, co o czymś świadczy. Wiedziałam, że ta szkoła przygotuje mnie do studiów polonistycznych, a w razie zmiany planów i sytuacji – da zawód. To był rodzaj kompromisu.

Jakie cechy i umiejętności ukształtowały się  Pani podczas 4-letniej nauki?

Szkoła ukształtowała we mnie przede wszystkim poczucie własnej wartości, szacunek do innych ludzi i umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach. Miałam możliwość rozwijania swoich pasji literackich, teatralnych.

W jakich przedmiotach czuła się Pani najlepiej? Czy przedmioty ekonomiczne były dla pani proste?

Cóż, byłam świetna ze wszystkich (śmiech) – to tak w związku z poczuciem własnej wartości.  Na świadectwie maturalnym mam piątki i szóstki z wszystkich przedmiotów. Zawsze wolałam jednak przedmioty humanistyczne, ale profil szkoły skłonił mnie do zagłębienia się w kwestie ekonomiczne – nie miałam większych problemów z przedmiotami zawodowymi. Wiedza ekonomiczna jest niezwykle przydatna w życiu i ściąga – po kontakcie ze sztuką – na ziemię. Na egzaminie z literatury staropolskiej, na pierwszym roku studiów, profesor zachwycał się doskonałym połączeniem przedmiotów ścisłych i humanistycznych, kwitując wpisywaną do mojego indeksu ocenę słowami: „prawdziwy człowiek renesansu”. Do takiego niewątpliwie wiele mi brakuje, ale brzmi miło i przyniosło wymierne korzyści w moim indeksie.

Jakie ma Pani wspomnienia po zajęciach z języka polskiego z mgr Anną Gawinek – Pisarczyk? Dzięki Niej studiowała Pani polonistykę?

To pytanie à propos świetnych polonistów. Obecna Pani Dyrektor to nauczycielka z ogromna wiedzą z zakresu literatury, sztuk plastycznych, teatru i filmu – imponującą wiedzą! Trudno nie dostrzec, że to nauczycielka wymagająca, z ogromna klasą, ale jednocześnie bardzo wyrozumiała. Nie można nie ulec Jej artystycznemu urokowi. Lekcje zawsze były ciekawe (nie tylko dla miłośników literatury) i stanowiły intelektualne wyzwanie. Mam w zanadrzu wiele dykteryjek i anegdot… Bez wątpienia Pani Anna Gawinek – Pisarczyk upewniła mnie w podjętych decyzjach. Wiele się od Niej nauczyłam – nie tylko jako nauczycielka… Zawsze miałam szczęście do świetnych polonistów.

Dlaczego wybrała Pani studia polonistyczne?

Kierunek, który studiowałam na Uniwersytecie Jagiellońskim, nazywał się „historia literatury polskiej”, zatem de facto jestem historykiem literatury polskiej ze specjalizacja nauczycielską. A dlaczego wybrałam ten kierunek? Po pierwsze – bo uwielbiam literaturę i uwielbiam o niej rozmawiać, po drugie - bo od dziecka chciałam uczyć języka polskiego i sądziłam, że będę to dobrze robić, po trzecie – bo spotkałam ludzi, którzy upewnili mnie, że to dobry wybór.

Jak wiele zmieniło się w szkole od czasu, kiedy była Pani jej uczennicą?

Przede wszystkim zmienił się wygląd szkoły – ma dodatkowe skrzydło (nie było go, kiedy chodziłam do szkoły), odnowioną fasadę, ładny westybul, wyremontowane korytarze, ale klimat pozostał chyba bez zmian – tak myślę, ale teraz patrzę z innej perspektywy: przedtem byłam uczennicą, a teraz jestem nauczycielką. To inne punkty widzenia, ale kiedy przyszłam tu do pracy – czułam, że jestem u siebie. Jest coś w naszej szkole, co przyciąga nawet tych, którzy już skończyli tu edukację – wróciłam ja, wracają inni uczniowie – teraz nauczyciele, a także ci, którzy co dopiero szkołę skończyli. Przychodzą, żeby porozmawiać, „pooddychać” szkolną atmosferą – często się z nimi spotykam, bo przychodzą porozmawiać, powspominać .Ja zatem nie jestem wyjątkiem.

Tęskni Pani za szkolnymi czasami?

Czasami. Lubiłam ten czas, lubiłam swoją klasę i swoich nauczycieli, ale lubię też swoje życie teraz.  Nie chcę, żeby to brzmiało sentymentalnie, ale czas szkoły średniej to fenomenalny czas… W szkole poznałam swojego męża – chodziliśmy do tej samej klasy. Zabrzmi to jak oferta matrymonialna, ale znam – tak właśnie liczę… – przynajmniej 6 par (z bliższych znajomych!), które poznały się w naszej szkole. To chyba dużo mówi o atmosferze szkoły – nie sądzicie?! Jak ma się w domu „kawałek szkolnych czasów”, trudno nie być sentymentalnym i nie wspominać (śmiech). Szkoła daje poczucie bezpieczeństwa i jest związana z niedojrzałością, brakiem poważnych decyzji, czasem pierwszych doświadczeń, zatem z czymś, co jest charakterystyczne dla młodości – trudno za tym nie tęsknić… Niech to nie zabrzmi melancholijnie i  naiwnie (choć uczniom często trudno w to uwierzyć), ale szkoła ma swoje zalety (śmiech).

Jaką ostatnio przeczytana książkę mogłaby Pani polecić jako ciekawą lekturę?

A macie parę godzin? Postaram się zdyscyplinować. Czytam zazwyczaj dwie książki „na raz”. Obecnie czytam dzienniki Sławomira Mrożka (właśnie Wydawnictwo Literackie wydało drugi tom i listy Mrożka oraz Lema). Doskonała lektura o zmaganiu się z talentem, brakiem natchnienia, o literackim dojrzewaniu i byciu Polakiem na obczyźnie – bardzo aktualna… Skończyłam przejmujące reportaże z podróży po byłych republikach Związku Radzieckiego – „W rajskiej dolinie wśród zielska” Wiktora Hugo – Badera. To niezwykłe historie pisane błyskotliwym językiem. Warto choćby właśnie ze względu na język (równie dobra, a może i lepsza była „Biała gorączka” tego samego autora). Właśnie kupiłam „Dzienniki kołymskie” również Hugo – Badera i po pierwszych stronach również mogę polecić. Cóż, ostatnio czytam reportaże wydane przez wydawnictwo Czarne (książki tego wydawnictwa mogę w „ciemno” polecać) i dzienniki… A z fabuły - na półkę co dopiero odłożyłam „Drwala” Michała Witkowskiego – kryminał, w którym kryminał przestaje być istotny (?), za to inne kwestie wysuwają się na plan pierwszy; bardzo dobre „Gesty” Ignacego Karpowicza, w których 40 – letni mężczyzna „rozlicza się” ze swoim życiem. Ten autor napisał „Niehalo” – szczególnie polecam wszystkim uczniom (to bardziej im współczesne niż „Gesty”). Zawsze chętnie sięgam po Orhana Pamuka (choć nie polecam ostatnio wydanej „Czarnej księgi”, bo zmęczy i zniechęci) – „Nazywam się czerwień”, „Muzeum niewinności” (to szczególnie dla pań) itd. Zawsze polecam książki Andrzeja Stasiuka czy Jerzego Pilcha – obaj oczywiście piszą inaczej, ale dostarczają inteligentnej (zwłaszcza na poziomie żartu językowego, ironii itp.) rozrywki. I jeszcze Jacek Dehnel, Janusz Głowacki, Wojciech Jagielski, Mariusz Szczygieł, Gabriel Garcia Marquez, Carlos Fuentes, Doris Lessing, Nenad Veličković, Dubravka Ugresic, Witkacy… i oczywiście Gombrowicz – wiecznie aktualny i diabelnie inteligentny! Ależ chaos (śmiech). A to tylko tak „na gorąco”! Zapomniałam, że to nie jest lista życzeń… Wiem, że nie poleciłam nic konkretnego, ale cóż ja mogę wobec ogromu dobrej literatury…

Poprawiony (wtorek, 30 października 2012 07:08)