Wywiad z Małgorzatą Florczyk

Pani Małgorzata Florczyk – absolwentka Liceum Ekonomicznego w Zespole Szkół Ekonomicznych nr 1 w Krakowie a obecnie nauczycielka języka angielskiego udzieliła wywiadu Katarzynie Staszewskiej i Natalii Socha przeprowadzonego w ramach Szkolnego Koła Kariery.

1. Po ukończeniu szkoły podstawowej zdecydowała się Pani na dalszą naukę w technikum ekonomicznym. Co było powodem tej decyzji?

Brak fizyki, biologii i chemii! :) A tak na serio: ta szkoła dawała zawód. Nigdy nie można przewidzieć czy uda nam się dostać na studia czy nie. Po ukończonym liceum zawodowym, bo taką szkołę tak naprawdę ukończyłam, mogłam pracować jako ekonomistka lub iść na dalsze studia. Wybór był szeroki. Nauka trwała cztery lata (jak w każdym liceum w tamtych czasach), a nie pięć. Same plusy!

2. Pracuje Pani w naszej szkole jako nauczyciel j. angielskiego. Dlaczego nie wybrała Pani studiów o kierunku ekonomicznym?

Ależ wybrałam! Zaraz po zdaniu matury, złożyłam podanie o przyjęcie na dzienne studia ekonomiczne na ówczesnej Akademii Ekonomicznej w Krakowie i jak wtedy mówiłam, „na nieszczęście” zostałam przyjęta. Studiowałam marketing i zarządzanie, specjalność: euromarketing. Bardzo ciekawe i rozwijające studia, ale jakoś nie czułam się ekonomistką. Dopiero na czwartym roku studiów stwierdziłam, że najwyższy czas zająć się anglistyką na poważnie. Zaczęłam studiować drugi kierunek: metodykę nauczanie języka angielskiego w Kolegium Nauczycielskim w Krakowie, a potem anglistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim.

3. Czemu wybrała Pani kierunek nauczycielski i pracę w szkole?

Zawsze kochałam język angielski. W szkole nie miałam języka angielskiego tylko niemiecki. Zaczęłam się uczyć angielskiego dość późno, bo w wieku 12 lat i przez pierwsze 2 lata  „ze słuchu”. Angielski na lekcjach prywatnych w małej grupie wyglądał zupełnie inaczej niż niemiecki w klasie 25-osobowej. Śpiewaliśmy, tańczyliśmy, odgrywaliśmy historyjki, oglądaliśmy przeźrocza i filmy w oryginalnej wersji językowej. Moja nauczycielka prosiła wszystkich znajomych jadących do Wielkiej Brytanii, aby kupili jakieś filmy (najlepiej z napisami) nadające się dla młodzieży. To były czasy!

Kiedy miałam 17-18 lat przygotowywałam się do egzaminu FCE w jednej z prywatnych szkół języka angielskiego w Krakowie. Moim nauczycielem był rewelacyjny człowiek – Tom Tomphan, Amerykanin z olbrzymim poczuciem humoru i co najważniejsze powołaniem do nauczania. To on, podczas jednej z lekcji zapytał mnie czy nie chciałabym być nauczycielem. Wtedy go wyśmiałam, ale cały czas analizowałam, co powiedział. Im dłużej studiowałam zarządzanie, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że praca przy biurku nie jest dla mnie! Ja i komputer – nigdy. W szkole jest inaczej, nie ma dwóch takich samych dni! Rutyna? Nie ma mowy!!!

4. Ukończyła Pani naszą szkołę w 1999 r. Co się zmieniło w szkole od momentu gdy była Pani uczennicą?

Przede wszystkim profile: ja uczyłam się w klasie w zawodzie technik ekonomista o profilu: ekonomika i organizacja przedsiębiorstw. Nie było hotelarstwa ani turystyki. Uczyłam się tylko jednego języka (niemieckiego) w wymiarze 4-5 godz. w tygodniu. Wy macie dwa języki obce. To kolejny atut. Nie miałam takich przedmiotów jak: fizyka, biologia, chemia. To ograniczała mi wybór studiów; gdybym chciała iść na medycynę nie mogłabym. Wy te przedmioty macie. To dobrze. Nie ograniczacie się tylko do przedmiotów ekonomicznych, co zawęziłoby wam wybór kierunku studiów. Możecie wybrać dosłownie każdy kierunek.

5. Mając przygotowanie ekonomiczne i świetną znajomość j. angielskiego nie myśli Pani o utworzeniu własnej firmy?

Ten etap mam już za sobą: kilka lat temu chciałam założyć swoją szkołę angielskiego, ale jak to ładnie ktoś powiedział: założyć firmę jest łatwo - gorzej utrzymać ją na rynku! Trzeba bardzo dobrze wybadać rynek, żeby znaleźć potencjalnych klientów. A prowadzenie firmy to coś zupełnie innego niż nauczanie. Wolę uczyć, niż zajmować się wskaźnikami ekonomicznymi, księgowością czy negocjacjami.

6. Z jakim znanym Anglikiem chętnie by Pani porozmawiała i dlaczego?

Koniecznie musi być Anglik? Wolałabym Anglika z odzysku - Billa Brysona J To Amerykanin, który osiadł w Wielkiej Brytanii i się w niej zakochał. We wszystkich jej absurdach. To pisarz i felietonista. Jego książki należą do najzabawniejszych, jakie czytałam. „Zapiski z Małej Wyspy” (opis Wielkiej Brytanii) czy „Ani tu, ani tam” (podróże po Europie) to przekomiczny obraz wielu państw europejskich. Aż chce się wsiąść do samochodu i pojechać do Chorwacji, Norwegii czy Belgii, żeby sprawdzić czy Bryson nie przesadził opisując dane obszary kulturowe.

7. Proszę dokończyć zdania:

* Lubię siebie za … upór i konsekwencję w dążeniu do celu.

* Cały dzień mogłabym … jeździć z miejsca na miejsce i zwiedzać nucąc pod nosem piosenki z musicali.

 

ERASMUS+
„Jestem nauczycielem
Europejczykiem, rozwijam
znajomość języków obcych”